czwartek, 30 kwietnia 2026

My, dzieci z PRL-u w tym i ja na ich tle

 Jako nie młoda już kobieta-po 50-tce mogę stwierdzić, że to prawda co utwierdza mnie w przekonaniu tenże oto artykuł poniżej, że my wychowywaliśmy się jako dzieci nie tyle co bez msartfonó czy komórek i biegając radośnie po dworze bujając się na huśtawkach czy wisząc na trzepaku ale nasze dzieciństwo miało tez swoją ciemną stronę-byliśmy bici i nikt tego nie traktował jako przestępstwo.

Tu bardzo ciekawy artykuł:

https://kobieta.gazeta.pl/rodzina/7,197775,31413885,pokolenie-bite-w-milczeniu-50-latkowie-pamietaja-pas-kabel.html

Ja nie miałam nigdy problemu z wychodzeniem z domu czy wracaniem na czas. Na zabawy nie chodziłam ani na inne tam dyskoteki bo marzyłam o byciu DJ-ką czy inną tam wykonawczynią. Ale bita byłam czy karcona za zbyt długie oglądanie telewizji, nie słuchanie rodziców a zwłaszcza matki i do dziś ona chce abym ją jeszcze słuchała i jej rad czy nawet za to,że...czułam się mężczyzną i bywałam tęczowa i denerwowały mnie miesiączki jakie dostałam w bardzo wczesnym wieku czy ogólnie że nie chciałam się nigdy z nikim związać bo nie kręciło mnie nigdy kochanie kogoś...

Mojej matce to nie pasowało bo raz,że ona chciała abym się pomnożyła czy kogoś miała a dwa,że ona była taka dumna z posiadania córki jaka by była jej odzwierciedleniem czy to z wyglądu czy to z charakteru. Ale ja nie mam prawie żadnych jej cech czy to psychicznych czy to fizycznych a jedyne co mnie z nią łączy oprócz genów to właśnie...moje przepiękne szarozielone oczy jak u Ani z Zielonego Wzgórza!!! Zawsze wiedziałam czego chcę od życia ale mojej matce się to nie podobało,że jestem mało podatna na wpływy zwłaszcza na jej dobre rady jakie mi dawała.

Ludzie z mojego pokolenia mieli różne i różniste problemy-począwszy od tegoże to przeważnie u nich w domach bano się ojca a nie jak u mnie matki gdzie to ojciec do dziś jest na posyłki mojej matki i nie ma własnego zdania no i ojciec u mnie pije ale na szczęście nie bije to naprawdę szkoda gadać jakich szopke się nie naoglądałam ze swoimi "cudownymi rodzicami". Przełomem u mnie był wiek po 30-tce gdzie to matk andal jeszcze stosowała bo z nią mieszkam nadal i z ojcem swoich "metod wychowawczych" gdzie to złamała mi nos rzucając we mnie torebką i twierdzi,że to było niechcąco ale ja wiem,że ona ie radzi sobie z emocjami bo macocha ją biła jak i niestety albo i stety-do dziś próbuje mi dogryzać chociaż teraz z biciem się hamuje bo wie,że to karalne.

Może i jestem przeciętnym dzieckiem urodzonym za PRL-u ale to prawda-moje pokolenie pamięta pas ojców czy rękoczyny jakie stosowali niegdyś tamtejsi rodzice w ramach "metod wychowawczych"...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz