Wczoraj mijało równe 22 lata odkąd to oznajmiłam mojej rypanej matce,że "nie doczeka się nigdy wnuków" i,że jestem "tęczowa" bo jestem "ASem". Za to moja matka podczas kłótni wzięła torebkę i rzuciła nią prosto we mnie trafiając w mój nos. On się krzywo zrosnął. Nie byłam już wtedy małolatką ani tym bardziej dzieckiem tylko świadomą swej orientacji ASowskiej dorosłą kobietą po 30-tce. Juź wtedy wiedziałam,że brzydzę się pieluchami czy nie chcę nic od mężćzyzny czy nawet od kobiety bo mnie druga osoba brzydzi i te sprawy więc moja rypana madka nigdy tego nie zrozumiała.
Wczoraj sfotografowałam sobie swój krzywo zrośnięty nos i tak on wygląda teraz:
Moja matka myśli sobie,że życie opiera się na uczuciach czy innych tam relacjach i bardzo by chciała abym ja się na przykład do niej przytuliła ale ja mam autyzm i nienawidzę dotyku ale ona tego nigdy nie zrozumie bo jej w jej rodzinie brakowało miłości. Za młodu moja matka mi powtarzała:"Mama tak mocno Cię bije jak mocno Cię kocha". Ja taką matkę to ja pyerdolę i tyle w temacie. Prawda jest taka,że ja gdybym kogoś miała-przeniosłabym i przekalkowała te same wzorce z rodzinnego domu i z domu rodzinnego mojej matki niż abym miała oszczędzać kogoś przed takim losem jaki my miałyśmy.
Moja matka nigdy mnie nie rozumiała i mojej "inności". Zawsze chciała aby widzieć we mnie siebie z młodych lat ale prawda jest taka,że przemocą nic w życiu człowiek nie osiągnie. Dziś gdy ona stara się powstrzymywać przed przemocowymi zachowaniemi wobec mnie ale ja jej nigdy nie zapomnę tego. Obraz osoby jaką była pozostał we mnie dziś i tam siedzi we mnie i tylko czeka abym i ja powtórzyła ten sam schemat.